Rozdział I

Wrzesień 22, 2012 § 5 Komentarzy

Mam nadzieję, że się spodoba :))

Jest początek wiosny. Ta pora roku naprawdę potrafi zachwycić. Piękna, japońska wioska właśnie rozkwita. Cała w zieleni i kwiatach. Zieleń to przecież kolor nadziei. Nadziei na lepsze jutro. Pobliskie chatki dodają temu widokowi jedynie więcej uroku. Wypielęgnowane ogródki przy każdym z domostw. Szczęśliwe rodziny. Gromadki dzieci bawiących się na podwórku w ganianego i w piłkę. Czego można chcieć więcej? Pełna familia i spokojne życie w tej wsi. Spełnienie marzeń. Dlaczego nie mogę tego mieć? To pytanie nasuwało się pewnej młodziutkiej blondynce przez cały czas jazdy.
Po wąskiej i kamienistej drodze jechał samochód. W aucie gromadka pięciu dziewcząt. Pomimo, że jest ich, aż pięć żadna nie przerwie tej przejmującej ciszy. Jedyne co zagłusza ten spokój to odgłosy samochodu podskakującego na kamieniach. Nic więcej. Wszystkie się jakby boją, że popełnią zbrodnie wymawiając choćby słowo. Siedzą skulone i albo zapatrują się w okno, albo mają inne nudne i żmudne zajęcia. Pojazdem kieruje brązowowłosa dziewczyna w kucyku. Droga jest opustoszała, ale i tak ich podróż jest już tak długa, że z chęcią by odpoczęła. Tylko ona i jedna z jej przyjaciółek o imieniu Usagi nie zmrużyły oka przez całą noc. Niby we dwie nie spały, a i tak nie było szans na rozmowę. Za dużo wrażeń jak na ten jeden pamiętny dzień. Żadne słowa pocieszenia albo inne nie ukoją bólu złamanego serca. Jeden uśmiech od tamtego czasu. To ten jak się przytulały…

– Przyjaciółki na zawsze
– Usa-chan nigdy Cię nie opuścimy
– Pojedziemy z Tobą na koniec świata…
-…i jeszcze dalej.

Od tego czasu nic. Pokerowa twarz, żadnych emocji, zobojętnienie na wszystko. Zresztą nie trzeba się temu dziwić. Taka pomyłka jest niedopuszczalna. Teraz wszystko jest inne i jeszcze bardziej się zmieni jak dojadą na miejsce. Trzeba zapomnieć o przeszłości i przyszłości, żyć chwilą. Wszystkie cztery innerki postanowiły za wszelką cenę odzyskać swoją ukochaną, wesolutką Usagi. Ich wspaniałą przyjaciółkę. Teraz tylko to się liczy. Tylko one. Nikt więcej. Jak to już kiedyś powiedziały „Przyjaciółki na zawsze”. Nawet śmierć- ta czarna kostucha nie odbierze im tego. Tej mocy, którą daje im prawdziwa przyjaźń. To ukojenie na wszystkie problemy i zmartwienia.

– Długo jeszcze? – krępującą ciszę przerwała wreszcie długowłosa blondynka z kokardką na czubku głowy.
– Nie Minako, jesteśmy już prawie na miejscu – odpowiedziała jej Ami

To jedyna wymiana słów na jakie było je wszystkie stać. Ale faktycznie zbliżały się już do celu.

– A szkoda – pomyślała Usagi – Mogłabym tak całymi dniami jeździć i podziwiać krajobrazy za oknem, wiedząc, że w pobliżu są moje przyjaciółki. Rola Sailor Moon się skończyła. Nie będzie już walk. Nie będzie rozlewu krwi nad niewinnymi ludźmi. I dobrze. Może nadszedł w końcu czas, żeby pomyśleć o sobie. Nie ma już cudownego Taxido, Kryształowego Tokio ani Chibiusy. Na wspomnienie tej malutkiej twarzyczki o różowych włoskach po policzku spłynęła jej łza. Jak to możliwe, że ona nie istnieje? To wszystko było kłamstwo! Pretekst, żebym była z Mamoru, choć moje serce i tak należało do kogoś innego. Innemu tak naprawdę byłam przeznaczona. Ale dla niektórych  moje szczęście nie jest najważniejsze. Moje „drogie” outher sensi, które miały się mną opiekować chciały pokoju z Ziemią, co umożliwiłoby im lepsze stanowisko w galaktyce oraz harmonie, dzięki mojemu zamążpójściu z księciem Ziemi. Ukrywały to między sobą. Wiedziały już od dłuższego czasu, że to wszystko zniknęło, rozpłynęło się w powietrzu. Mając jednak nadzieje, że to znów powróci wolały nic nikomu nie mówić. Siedzieć cicho, do momentu, kiedy zajdzie potrzeba opowiedzenia nam wszystkiego. Ta chwila, chociaż przedłużana przez nie, i tak by nie nadeszła. Wiem to. Sama bym się w końcu zorientowała… No cóż. A ja i Mamoru? To nie było to. To nie była ta miłość. Zmuszaliśmy się do szczęścia Tylka dla naszej córeczki… Ona była warta wszystkiego. Była tym płomyczkiem w moim sercu. Jedyną iskierką, która tam pozostała. Czemu życie jest takie niesprawiedliwe?! Poświęciłam swoją miłość dla kogoś, kto według Haruki nie istnieje? Odnajdę ją. Muszę to zrobić. Za wszelką cenę. Musimy się w końcu odnaleźć. Ja Usagi Tsukino tutaj zacznę swoje nowe życie. To prawdziwe. Znajdę ukochane mi osoby. Nikt nie stanie mi na drodze!

– Jesteśmy, wysiadamy dziewczęta – oznajmiła wesoło Makoto

Wyszły po kolei z auta. Im oczom ukazał się wielki, okazały i na pewno stary budynek. To liceum w którym od teraz będą się uczyć i w nim mieszkać. Wyglądał jak zamek. Może faktycznie nim kiedyś był. Zbudowany z czerwonej cegły wielki gmach wzbudzał w dziewczynach różne emocje. Od strachu do podziwu i zachwytu. Mnóstwo wieżyczek po, których rosły pnącza i ledwo widzialne okna. Prawie wszystkie były zasłonięte firanką. Na pierwszy rzut oka nie było żadnego zakamarka, do którego światło dzienne mogłoby tam przeniknąć. Ale jednak jest, jedno malutkie miejsce, na jednej z wieżyczek – okno lekko uchylone, aby wpuścić trochę świeżego powietrza. Zasłona odsłonięta. Najprawdopodobniej to jeden z pokoi wynajętych dla uczniów. Czyli jednak są tu normalni ludzie… Przed szkołą rozpościerał się spory dziedziniec, na którym zapewne będą od teraz spędzać przerwy. Kilka pojedynczych drzewek musiało dawać cień w tak upalnych jak dziś dniach. Trochę stolików, jeśli ktoś woli zjeść lunch na dworze.

– Witajcie drogie panie, mam obowiązek oprowadzić panie po naszej szkole i zakwaterować w pokojach – powiedziała starsza pani stojąca tuż przed nimi

Dopiero teraz otrząsnęły się z tego transu. Nie zauważyły wcześniej tej kobiety. Były za bardzo zafascynowane tym widokiem swojego „nowego domu”. Dopiero jej słowa sprowadziły je z powrotem na ziemię.  Skinęły głowami i udały się za nieznajomą. Gdy weszły do budynku zaparło im dech w piersiach. Wszystko było takie…takie doskonałe. Obrazy na ścianach przedstawiały portret y założycieli akademii i następnych dyrektorów. Ich twarze przyprawiały dziewczyny o dreszcze. Gdy guwernantka otwarła im kolejne drzwi ich oczom ukazała się prawdziwa szkoła. Nie była już taka ponura i szara, ale do najprzyjemniejszych pewnie też nie należała. Kremowe ściany rozjaśniały wnętrze, a kwiatki (większość to paprotki) wysoko powieszone przy oknie dawały więcej życia temu pomieszczeniu. Szły wąskim i długim korytarzem chłonąc wzrokiem każdy szczegół. Były tu nawet szafki takie jak w ich dawnym liceum. Może troszkę obszerniejsze. Kolejne korytarze nie różniły się niczym, więc łatwo było się zgubić. Po ich prawej stronie pojawiały się coraz to kolejne drzwi wiodące do klas. Pewnie wyposażonych w różne wysokiej jakości sprzęty i unowocześnionych tablicami multimedialnymi . Zresztą czego się spodziewać po takiej szkole o zaostrzonym rygorze. Może na pierwszy rzut oka taka była, ale tak naprawdę „chulaj dusza, piekła nie ma”. Nie wszyscy profesorowie radzili sobie z krnąbrną młodzieżą, a i dyrektorka też nie była taka zła. Zachowanie zachowaniem, lecz oceny były dominujące. Średnie były wysokie. Ceniono sobie przede wszystkim inteligencję. Nie można było pozwolić sobie na jakiekolwiek opuszczenia w nauce. Co to to nie. Na szczęście każda z dziewcząt nie miała problemy z przyjęciem tutaj. Nawet Usagi, chociaż można było się po niej tego spodziewać kiedyś, teraz zmieniła się diametralnie. Kto by kilka lat temu powiedział, że dostanie się do takiego liceum? Jednego z najlepszych na świecie. Mieszczącego się w pierwszej dwudziestce. A teraz to poważna dziewczyna, dbająca o swoje wykształcenie. Swoją wiedzą pewnie jeszcze nie raz zaskoczy swoje przyjaciółki. Jak chce to potrafi.
Od wyjazdu Seiyi musiała znaleźć sobie przecież jakieś zajęcie. Zapomnieć, zainteresować się czymś do tego stopnia, że nie będzie miała czasy na rozmyślania „co by było gdyby…”. Sposób ten jednak zawiódł. Nie dało się zatopić smutków w nauce. Jedynie pogarszała sytuacje. Zawsze wszystko przypominało jej o Nim. O najlepszym przyjacielu. Zaczęła się wymigiwać przed randkami z Mamoru. Nawet nie zauważyła kiedy go powoli traciła. Pogrążona w swoim nieszczęściu, postanowiła wyjechać. Do tego pomysłu utwierdziła ją podsłuchana rozmowa Setsuny i reszty outherek…

– Jak to wciąż nic się nie zmieniło?! To trwa zbyt długo – wrzeszczała rozwścieczona Haruka
– Nie wiem co dalej mamy robić –mówiła zrezygnowana strażniczka czasu
– I co my teraz zrobimy? Co powiemy reszcie, że Kryształowe Tokio zniknęło? Że nie ma Chibiusy? A do tego, że Księciunio ma kochankę? To wszystko przez niego! Zabił swoją córkę i pogrzebał szansę na połączenie królestw!

Później Usagi wyłoniła się ze swojej kryjówki i stanęła na środku pokoju patrząc się wojowniczkom  w oczy. Trwało to kilka sekund. Odwróciła się na pięcie i zasłaniając rękawem zapłakane oczy wybiegła z pokoju, zostawiając ogłupiałe senshi wewnątrz.
– Kociątko… – zdołała tylko usłyszeć przyciszony głos Haruki

Później już nic się dla niej nie liczyło. Tylko uciec stąd jak najdalej. Jak najdalej od nich wszystkich. I właśnie takim sposobem znalazła się w tym miejscu.

Ale wróćmy do teraźniejszości. Właśnie dziewczyny stanęły naprzeciw wielkich drzwi. Można by rzec, że to wrota. Kiedy się otwarły przedstawiły widok, którego dziewczyny do końca życia nie zapomną. Była już to ich część domu, gdzie będą spędzać czas po szkole-w swoich pokojach. Ogromny salon. Stąpały teraz po miękkim czerwonym dywanem z frędzlami u boków. Modny we wcześniejszych wiekach. Wykładzina prowadziła do rozgałęźnych schodów. Jedne skierowane prosto, drugie w lewo i ostatnie w prawo. Przewodniczka poprowadziła ich na prawą stronę wyjaśniając, że znajdują się w sektorze dla dziewcząt. Mnóstwo pokoi i nareszcie dotarły do właściwych. Pierwsze mieszkanko zajęła Usagi, Ami i Rei, a drugie Minako z Mako. Jak się później okazało za wielkim regałem z książkami kryją się drzwi, dzięki którym dziewczyny mogą spokojnie przechodzić z jednego pokoju do drugiego, nie wychodząc na korytarz. To było super rozwiązanie na nocne pogawędki. Ale, że nieznajoma nie powiedziała im o tych „tajemniczych drzwiach”, postanowiły trzymać to w tajemnicy. Oczywiście miały własne łazienki. Także z tego faktu były ucieszone. A co powiedzieć o samych pokoikach? Zadbane, eleganckie ale skromne. Czyli przypadły im do gustu. Przynajmniej z tym nie będą miały problemów-z zadomowieniem się tutaj.
Zaczęły powoli rozpakowywać swoje torby, podekscytowane, że już jutro będzie ten pierwszy dzień szkoły, na który tyle czekały. Muszą się na to przygotować. Niestety, nie udało się załatwić jednej klasy dla wszystkich dziewcząt, więc Minako z Usagi zapisały się do jednej a reszta zmieściła się w innej. Na łóżkach czekały na nie czyste mundurki. Kolory przewarzające to czerwień i czerń, choć bielu nie brakowało. Białe koszulki z krawatem w kratkę. Spódniczka do kolan, nie za krótka, ani nie za długa. Do tego pończoszki. Nie zapominajmy o czarnych pantoflach. Były chyba najbrzydsze z całego zestawu. No ale nic się na to nie poradzi. Mus to mus. Po kolei wzięły szybki prysznic i zmęczone podróżą szybko zasnęły. Najtrudniej to przyszło Usie, ale ona także była wyczerpana, więc prędko odwiedziła krainę snów, gdzie czekali na nią już wszyscy jej bliscy. Ci których Kocha-jej przyjaciółki, Seiya z braćmi i mała istotka zajmująca szczególne miejsce w jej serduszku…

Reklamy

§ 5 Responses to Rozdział I

  • moon pisze:

    Ciekawa jestem jak dalej się potoczy te opowiadanie; )

  • wiola1189 pisze:

    Zapowiada się dobrze i naturalnie jestem za :D Fajnie by własnie było, jakbyś pisała obie historie. Nie zniechęcaj się do tamtego opowiadania, bo to może tylko przejściowe. Wiem po sobie, bo miałam taki moment, że chciałam usunąć moje blogi i odpuścić. Teraz mi np. łatwiej, kiedy przeskakuję z jednej historii w drugą, bo odpoczywam wtedy i szybciej przychodzą nowe pomysły.
    Szkoda by było, gdybyś przestała pisać, bo naprawdę Ci to wychodzi ;)
    Miłego weekendu! :)
    A! Bym zapomniała-Mamor ma kochankę? Hahaha!!! Która go chciała ? :D ;)

  • Karolina Kopeć pisze:

    Zapowiada się interesująco. Nowe miejsce, a i na pewno będą też nowe znajomości. A wracając do fragmentu o outher senshi: ja na miejscu Usagi skopałabym im te ich pozasłoneczne cztery litery za to co zrobiły, no może nie tylko skopała ale coś jeszcze in zrobiła. Ale co jeszcze do opowiadania: mam nadzieję, że szczęście się uśmiechnie do Usagi, a i ona sama się może uśmiechnie. Z niecierpliwością wypatruję kolejnego rozdziału i pozdrawiam Księżycowo

  • fanka pisze:

    no proszę bardzo ciekawie się zaczyna mnie również przypadło to opowiadanie do serca i będę jak zawsze czekać z niecierpliwością na kolejny rozdział a tak z innej beczki mam prośbę jeśli to możliwe to czy mogła byś poprawić trochę ten szablon bo niestety początku dobrze nie poczytałam bo bo litery zlewają się z obrazkiem U&S }pozdrawiam :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Rozdział I at Venus Over My Shoulder.

meta