Rozdział IV

Październik 22, 2012 § 14 Komentarzy

– Nienawidzę jak ktoś wtrąca się w nie swoje sprawy, a szczególnie w moje! – myślał gorączkowo – Nikt nie ma prawa mi rozkazywać i mówić co mam robić. A już na pewno tą osobą nie będzie Taiki. Mnie jakoś nie interesuje jego życie prywatne. Może robić co chce… –

jeszcze bardziej zdenerwowany chodził po szkolnych korytarzach. Doszedł do mniejszego holu, gdzie dostrzegł niewyraźną kobiecą postać. Szybkim krokiem poszedł w jej kierunku. Stanął odważnie naprzeciwko niej i popatrzył prosto w oczy. Na nieznajomej jego spojrzenie wywarło momentalny uśmiech.

– Przyszedłeś…- powiedziała cicho onieśmielona jego obecnością

Nic nie odpowiedział tylko przysunął się do niej na niebezpieczną odległość. Mocno przycisnął ją do ściany i przywarł do jej ust. Coraz bardziej zachłannie ją całował, a jego dłoń wsunęła się pod jej bluzkę. Zaczął pieścić jej piersi, próbując zapomnieć o dzisiejszych wydarzeniach i zatracić się w rozkoszy. Miał dzisiaj ochotę na coś więcej, a że dziewczyna był chętna, grzechem byłoby nie skorzystać. Następnie jego dłoń powędrowała pod brzuch, wywołując przyjemne dreszcze u dziewczyny. Kiedy był już wystarczająco podniecony usłyszał ciche chrząknięcie. Odwrócił się do tyłu i to kogo tam ujrzał wywołało wybuch niekontrolowanej złości.

– Cholera jasna! Spieprzaj stąd!
– Chciałbym Cię uprzejmie uświadomić, że to nie jest miejsce na Twoje miłostki i mam prawo tak samo jak Ty przebywać tutaj.
– Zamknij się! – uderzył pięścią w ścianę jednocześnie sprawiając, że dziewczyna skuliła się ze strachu.
– Czy Ty zawsze musisz pakować się w kłopoty? Nie pomyślałeś o konsekwencjach, które mogą wyniknąć z Twojego bezmyślnego zachowania?! – tym razem szatyn podniósł ton głosu, straciwszy cierpliwość do młodszego brata
– Jesteś moją przyzwoitką?! – powiedziawszy to złapał Taikiego za kołnierz koszuli przymierzając się do ciosu. Szybko jednak zrezygnował odpychając go tylko.
– Uspokój się, po prostu martwię się o Ciebie. Nic więcej. Ostatnio zachowujesz się jak jakiś playboy.
– Powtarzam Ci po raz ostatni. To nie Twoja sprawa! – wykrzyknął mu prosto w twarz. Spojrzał raz jeszcze na rozdygotaną dziewczynę i obrzuciwszy ją pogardliwym spojrzeniem odszedł. Taiki i nieznajoma zostali sami. Powstała krępująca cisza przerywana cichym pochlipywaniem niedoszłej kochanki Yatena. Szatyn nie za bardzo wiedział jak powinien się zachować w stosunku do niej. Była zwykłą namiastką tych wykorzystywanych przez srebrnowłosego, głupich dziewuch. Przecież dobrze go znały a i tak pakowały mu się do łóżka. Najzwyczajniej w świecie powinien pójść sobie gdzieś i nie zawracać sobie nią głowy. Jednak w głębi naprawdę żal mu było dziewczyny. Mimo, że sama się o to prosiła nie miał sentymentu, aby ją zignorować. To nie było w jego stylu.
– Trudno, niech stracę – pomyślał i podał dłoń przestraszonej brunetce.
– Arigato… – wymamrotała i zawstydzona całą sytuacją, wciąż ze spuszczoną głową, ruszyła nie wiedząc dokładnie gdzie. Byle najdalej od tego miejsca.

***

– Mam świetny pomysł! Odango, oprowadzę Cię po szkole. – wykrzyknął zachwycony tą perspektywą Seiya.
– Jak chcesz …i tak bym sobie poradziła bez Twojej pomocy – wzruszyła ramionami blondynka

Chłopak na te słowa wybuchnął śmiechem wprawiając Usagi w zakłopotanie i gniew jednocześnie.

– Zginiesz beze mnie. Na szczęście po to tu jestem. – położył jej rękę na ramieniu, która została brutalnie strącona.

Usagi z nadąsaną miną i z dumnie uniesioną głową przyspieszyła kroku zostawiając jednego z braci Kou w tyle.

– Ej, zaczekaj!
– Nie mam najmniejszego zamiaru! – odpowiedziała mu nawet nie odwróciwszy się.
– Odango nie w tę stronę idziemy teraz na w-f!
– Phi, przecież doskonale wiem – z zadartym noskiem ominęła Seiyę.
– Kto pierwszy! – zdążyła mu jeszcze wykrzyknąć nim skręciła.
– To strata czasu, wiadomo, że wygram – powiedział i pobiegł za blondynką.

Po dość niedługim czasie znaleźli się na wielkiej sali gimnastycznej. Była odpowiednio podzielona aby każda z grup mogła spokojnie pograć w wybraną grę. Okazało się, że klasa Usy gra w koszykówkę, co dla niej nie było dobrą wiadomością. Dobrze pamiętała ostatnie bliskie spotkanie z piłką. Uchroniła twarz kosztem biednego nadgarstka. Skończyło się skręceniem. Wspominając tamto wydarzenie nieświadomie zaczęła masować poszkodowaną wtedy część ciała.

– Wszystko w porządku?
– Taaa… Pokaż mi proszę gdzie mogę się przebrać?
– Pierwsze drzwi po prawej jest szatnia dla dziewczyn.
– Ok.

Usa szybko przebrała się w obowiązujący na wfie sportowy strój i z ciężkim sercem weszła na salę.

– Odango, chodź dzisiaj gramy wszyscy razem – pomachał jej Seiya.
– Jak to?
– Mały meczyk dziewczyny i chłopaki, super nie?
– Super – odpowiedziała już całkiem przybita.

Żadne z nich nie zauważyło jak z daleka ktoś ich obserwuje. Igasu bacznie przyglądała się zadowolonemu Seiyi i zmieszanej Usie.

– Od razu widać, że nie potrafisz w to grać Usagi Tsukino. Miło będzie popatrzeć jak się błaźnisz przed wszystkimi. Zresztą nie pierwszy i nie ostatni raz.

Podeszła do pary z najbardziej wymuszonym uśmiechem na jaki było ją stać.

– Usagi jak się cieszę, że wróciłaś już do zdrowia, ale czy na pewno jesteś w stanie grać z nami w kosza?
– Tak, Króliczek sobie poradzi, prawda? – odpowiedział za Usagi Seiya.
– Jasne…
– Zaraz zaczynamy! Porozciągajcie się trochę, czekamy na was! – powiedziała nim dołączyła do grupki przygotowanych do gry uczniów

Wybór drużyn był dla Sailor Moon bardzo korzystny. Była w drużynie razem z Seiyą, za co dziękowała w duszy takiej opatrzności.

– Może nie będzie tak źle. Najlepiej jak będę się trzymać z boku i unikać piłki – myślała.

Po ustawieniu się na właściwych pozycjach można było w końcu zacząć grać.

Już na samym początku piłka powędrowała do Seiyi, który zręcznie ją przechwycił. Nim ktokolwiek spostrzegł co się dzieje, pierwszy punkt był już zdobyty.

– Brawo Seiya, ale to nie koniec – krzyknęła Igasu i posłała mu zalotne spojrzenie.

Złapała piłkę i zaczęła ją kozłować w kierunku drugiego kosza. Sprytnie omijała wszystkich przeciwników. Nie było dla nikogo zaskoczeniem, że trafiła idealnie w swój cel. Teraz była kolej bruneta na mały rewanż. Obrócił wokół siebie piłkę i podał do zaskoczonej Usagi. Patrzyła się bezradnie na przedmiot trzymany przez nią w ręce. Nie wiedziała co ma z nim zrobić. Rozglądając się po boisku i oczekując od kogoś pomocy nie zauważyła, że piłka nie jest już w jej posiadaniu. Przed oczami mignęła jej srebrna czupryna.

– Drugi punkt dla drużyny B! – słychać było donośny głos trenera.

Podczas gdy Yaten triumfował i zabawiał swoje nowe towarzyszki mecz trwał dalej.

– Odango, skup się! Wiem, że jak chcesz to potrafisz – pościł oczko do zrezygnowanej dziewczyny.

Zaraz po ponownym rozpoczęciu gry znowu przejęła piłkę kasztanowłosa. Kryta przez inną dziewczynę podała do Minako.

– Aino-san podaj do mnie! – usłyszała krzyk Yatena z drugiego końca boiska.

„Nie tylko Ty umiesz trafić piłką w kosz! Mam Ci podać, żebyś znowu popisywał się swoimi… hm… muskułami?”- przeszło przez głowę blondynce zanim strzeliła pięknego kosza.

– Przegrywamy dwoma punktami i to wszystko przeze mnie – powiedziała Usa do Seiyi z miną zbitego psa.
– Pamiętasz jak graliśmy w baseball? – zagadnął.
– Oczywiście! – zarumieniła się lekko.
– To rób co wtedy.
– Yyy… nie rozumiem?
– Wiem głuptasie. Chodziło mi o to, żebyś wciąż patrzyła się na piłkę. Kozłować chyba umiesz…

Słysząc uwagę bruneta, zrobiła nadąsaną minkę.

Chwyciła piłkę i pobiegła przed siebie.

– Nie tak szybko Tsukunio-san – Igasu zablokowała dalsze przejście blondynce i uśmiechnęła się zadowolona. Już chciała odebrać piłkę nachylając się w stronę Usy, kiedy tamta niespodziewanie odskoczyła na bok powodując, że jej przeciwniczka runęła prosto na twardą podłogę.
– Jejku, nic Ci się nie stało? Przepraszam to moja wina… – podeszła do poszkodowanej.
– Masz rację! Przez Ciebie zaliczyłam glebę! Przecież to oczywiste – bąknęła w odpowiedzi.

Próbując się podnieść zobaczyła jak z oka dziewczyny kapnęła pojedyncza łza.

– Może w końcu przestaniesz tak ciągle się nad sobą użalać… Ktoś musi cię nauczyć pokory – powiedziała na odchodne.
– Czy coś zrobiłam nie tak? – zatrzymał ją łamiący się głos – przecież nie zrobiłam tego specjalnie.
– … Nie o to mi chodziło.
– Wszystko gra? – do obu koszykarek podszedł Seiya
– Już tak. Wywaliłam się tylko.
– Właśnie widziałem. Nic Ci nie jest?
– Nic. Tylko trochę się poturbowałam. Mógłbyś ze mną wyjść na chwilę na dwór. Muszę pooddychać świeżym powietrzem…
– Dobrze… Właśnie koniec lekcji. Odango idziesz z nami?
– Nie, dziękuję. Umówiłam się już z dziewczynami po zajęciach. Sayounara…
– Sayounara!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Rozdział IV at Venus Over My Shoulder.

meta