Rozdział VII

Listopad 23, 2012 § 4 Komentarze

Dwójka starych przyjaciół siedziała na jednych z kilkunastu stolików przed szkołą. Dziewczyna w prawej ręce trzymała papierową torbę pełną kremówek i ciastek z marmoladą. Drugą ręką z niemałą prędkością opróżniała jej zawartość. Brunet siedział obok niej i patrzył się na nią, chcąc w końcu nacieszyć oczy po tak długiej rozłące. Widział jej błękitne oczy przepełnione iskierkami radości, które teraz wlepiały się w słodkości. Mógłby tak cały czas. Mieć ją koło siebie. Jego serce radowało się kiedy niechcący ich spojrzenia ukradkiem krzyżowały się. Wtedy ona z wypiekami na policzkach odwracała twarz. To było takie do niej podobne. Takie słodkie… Nagle mina blondynki zmieniła się w smutną podkówkę. Chłopak nawet nie musiał zgadywać co było tego powodem. Za dobrze ją znał, żeby nie znać tak oczywistej przyczyny niespodziewanej zmiany nastroju u dziewczyny. W tym samym czasie Usagi wyrzuciła puste już opakowanie do najbliższego kosza na śmieci, ale nie zajęła poprzedniego miejsca. Tym razem położyła się na suchej trawie w cieniu wielkiego dębu, tuż przed stolikiem. Założyła ręce za głowę i głośno westchnęła. Patrzyła się na białe obłoki sunące się powoli po niebie. Śledziła jak leniwie zmieniają kształty i dalej niekiedy zasłaniając złote słońce podróżują po sklepieniu. Od afery z Yatenem nie odezwała się do Seiyi ani słowem. Uważała, że tak będzie lepiej. Zresztą traktowała go jak przyjaciela, a on nawet nie powiedział, że łączy go coś z Igasu. Z tego co zaobserwowała wczorajszego dnia byli sobie naprawdę bliscy.

Za to on podziwiał jej piękną twarzyczkę na której gościł delikatny uśmiech. Miał ochotę ją pocałować. Pomyślawszy o jej różowych ustach skarcił się. Przecież ona jest zaręczona! Tylko dlaczego ona tu jest. Powiedziała mu, że wkrótce wszystko mu opowie, ale ile będzie musiał czekać. Chciał wiedzieć. Wiedzieć czemu się tu znalazła i to w dodatku bez Mamoru. Byli tacy szczęśliwi jak ich ostatnio widział. A jednak nie było między nimi tak kolorowo, jeśli to JEGO pocałowała na pożegnanie. To miał być przyjacielski buziak czy to oznaczało coś więcej? Tego będzie się musiał w najbliższym czasie dowiedzieć.

– Co słychać u Mamoru?

Na dźwięk tego imienia dziewczyna obudziła się z błogiego transu. Potrząsnęła lekko głową. Co ma mu opowiedzieć?

– … Wszystko dobrze… – odpowiedziała szybko.

Zresztą on mógł mieć przed nią tajemnice. Jak widać nie miał najmniejszej ochoty rozmawiać o swojej dziewczynie. Dlaczego u niej miałoby być inaczej? Przecież on nie musi o wszystkim wiedzieć. O tym, że jej serce należało do niego i że nigdy nawet po tych kilku latach nie zapomniała o nim. Zawsze wracała wspomnieniami do niego. A teraz? Mimo, że będą koło siebie, nie będą dla siebie. Łza zakręciła się w oku blondynki. Szybko otarła ją.

– Czemu pytasz? U Mamo-chana w porządku wyjechał znów do Stanów, a ja… ja postanowiłam wyjechać z Tokio. Nic mnie tam nie trzymało. Postanowiłam zacząć się porządnie uczyć i później odwiedzić go za granicą.
– Acha… – tyle tylko zdołał z siebie wydusić.

Czyli jednak ona nadal kocha Mamoru, a on znowu będzie pełnił funkcję przyjaciela. Teraz przynajmniej wiedział na czym stoi, chociaż lepiej by było gdyby nie wiedział prawdy. Oszczędziłby sobie przynajmniej dzisiaj bólu i rozczarowania. Nic już nie powiedział. Zrobiło mu się naprawdę przykro. Ta mała iskra nadziei w jego sercu właśnie w tej chwili osłabła. Ponownie się spotkali i wszystko wskazywało na to, że będzie tak jak wcześniej. Los jest nieprzewidywalny. Dał mu szansę kolejnego spotkania z jego ukochaną, ale bez możliwości zbliżenia się do niej. Od początku tak miało być. Ona była przeznaczona Endymionowi.

– Wielki Książę Ziemi – pomyślał drwiąco – nie umiesz nawet o Nią odpowiednio zadbać. Naprawdę nie rozumiem co Ona w Tobie widzi…

Biblioteka szkolna:

– Cieszę się, że zgodziłaś mi się pomóc…
– Ami – powiedziała uśmiechnięta niebiesko-włosa.
– A więc Ami, nie wiem czy ty wiesz w co się pakujesz.
– Poradzimy sobie Iga-chan. To czego konkretnie nie rozumiesz?
– Konkretnie wszystkiego. Matematyka to czarna magia.
– Spotkałam się już kiedyś z podobnym podejściem do tego przedmiotu – zaśmiała się.
– Uch… Nieważne. To zaczynamy? Mam mało czasu.

Ami wyjęła swoje zeszyty i książki. Wzięła ołówek do ręki i zaczęła tłumaczyć szatynce różne zadania i powoli je rozwiązywać. Igasu jednak puszczała to mimo uszu i tylko potakiwała całkowicie nie zainteresowana lekcją udzielaną przez swoją koleżankę. Kiedy Ami produkowała się czytając na głos ćwiczenie druga dziewczyna zauważyła na skraju biurka czarny notes. Sięgnęła po niego ręką i przyciągnęła do siebie. Nim się zorientowała niebiesko-włosa wyrwała jej ów notatnik. Przycisnęła do piersi i mocno się zarumieniła.

– To Twoje?
– Tak…
– Daj zobaczyć – doskoczyła do Ami i spróbowała wyrwać jej przedmiot.
– Zostaw! – dziewczyna krzyknęła tak głośno, że pary zaciekawionych oczu skierowały się w ich stronę – Przepraszam… – wyjąkała tylko.
– Nie musisz się tak unosić. Wystarczyło powiedzieć. Ciekawe co tam takiego jest ważnego, że nie chcesz mi pokazać? – Igasu uniosła jedną brew do góry.
– To … mój pamiętnik – ponownie zaczerwieniła się.
– Acha – wzruszyła ramionami – to nadal masz zamiar mi tłumaczyć to „coś”?
– Myślę, że na dzisiaj wystarczy.
– No to ja lecę. Do zobaczenia – spojrzała ostatni raz na notatnik i odeszła.

Ogród różany:

Ale tu pięknie – pomyślała pewna blondynka spacerując po różanym ogrodzie.

Co prawda ogród znajdował się poza terenem szkoły i uczniom nie wolno było tam wchodzić, jednak ciekawość Minako nie pozwoliła dziewczynie choć raz nie przejść się po tym magicznym miejscu. Skwerek był czyjąś własnością, ale teraz trochę zapomniany i zaniedbany rzadko miewał gości. Co dziwne niektóre kwiaty wyglądały jakby dopiero co wypuściły pąki. Takie wypielęgnowane. Ujęła jedną różę w dłoń i pogładziła delikatnie po czerwonych płatkach.

– Muszę tu przyjść z Usagi-chan…

Nagle ciszę przerwało głośne przekleństwo.

– Cholera! – srebrnowłosy zaklął i wyrzucił jeden zwiędły kwiat za siebie – Dlaczego? – spytał się samego siebie.

Minako widząc, że nie jest sama schowała się za jednym z krzaków. Widziała Yatena, który zrywał obumarłe rośliny. Chował je dłoniach, z których prześwitywały małe przebłyski światła. Później podnosił je na wysokości twarzy i oceniał. O dziwo niektóre z nich ożywały, większość jednak wyglądała jeszcze gorzej niż przedtem. Zaciekawiona zbliżyła się nieco. Trafiła obcasem buta na suchą gałąź, która zdradziła jej obecność. Yaten zerwał się ze spróchniałej ławki i ruszył w jej kierunku. Dziewczyna zamknęła oczy. Pomimo tego wiedziała, że chłopak stoi nad nią  z tym swoim głupawym uśmieszkiem.

– I co Aino-san nie wyszło ci śledzenie mnie?
– Zamknij się. Nie śledziłam cię.
– W takim razie co tu robisz?
– Trafiłam tu przypadkiem.
– Nieładnie tak kłamać – pokiwał głową.

Po czym wyjął rękę z kieszeni i jakby od niechcenia podał ją blondynce. Ona również bez entuzjazmu przyjęła ją powoli wstając z ziemi.

– Tam jest wyjście – wskazał jej palcem dziurę w ogrodzeniu.
– Może ty z niego skorzystasz? – spytała się sarkastycznie.
– Nie sądzę, byłem tu pierwszy.
– To nie zmienia faktu, że… – przerwał jej wpół zdania.
– Dobra. Zamknij tylko tą jadaczkę i możesz zostać.
– Długo tu jesteś? – spytała naburmuszona.
– Nie twoja sprawa.

Wzięła z trawy jedną piękną różę i podała Yatenowi pod sam nos.

– To Twoja sprawka?
– Nie wiem o co ci chodzi.
– Ożywiłeś ją.
– Przecież jestem Healer, nie powinno cię to dziwić.
– A to… – pokazała na te stos suchych kwiatów.

Nic nie odpowiedział. Zacisnął tylko dłonie w pięści.

– Co się dzieje? – spytała się szeptem zbliżając się do niego nieznacznie.
– Zostaw mnie samego.
– Ale…
– Powiedziałem coś! Wynocha!

Minako nie miała zamiaru się już dzisiaj z nim więcej kłócić. Zrezygnowała z jakichkolwiek sposobów porozmawiania z nim na ten temat. Wiedziała, że on i tak prędzej czy później postawi na swoim. A czy to będzie ją kosztować więcej nerwów to tylko od niej zależało. Postanowiła, że lepiej go teraz zostawić w spokoju.

Reklamy

§ 4 Responses to Rozdział VII

  • wiola1189 pisze:

    „Ta mała iskra nadziei w jego sercu właśnie w tej chwili osłabła.”-aż mnie ścisnęło. Biedny Seiya:(
    Podzielam jego zdanie, co do Mamora. W nim nie można nic widzieć:D
    Igasu jest strasznie wścibska i skąd ta nagła „chęć” do nauki? Ależ ta mała kombinuje, nieładnie:D
    Końcówka bardzo intrygująca. Co temu Yatenowi na te kwiatki się wzięło? Ma jakiś problem z mocą? Co on tym roślinkom zrobił?:D Może Mamoru gdzieś tam się przypadkiem zaplątał, dlatego powiędły:D
    Świetny rozdział;)

    • anyzkowavenus pisze:

      Wiolu jakby Mamoru się przypałętał, to by wszystkie zwiędły.
      Igasu coraz bardziej mnie denerwuję, niech się w końcu odczepi od Seiyi. Usagi powinna przestać się zgrywać. Nie ładnie. Rozdział bardzo mi się podobał. Czekam na ciąg dalszy i pozdrawiam.

  • Pyśka pisze:

    Ach ta Usa zamiast powiedzieć prawdę to kręci i sama sobie robi krzywdę. Ale z drugiej strony nie dziwię się w końcu widziała jak Seya całuje inną. Jakiś mocno nie zdecydowany jest czyżby chciał grać na dwa fronty? Bardzo mnie zaciekawiło co się dzieje z Yatenem. Pozdrawiam

  • fanka12 pisze:

    :))))))))))))))))))){też się zastanawiam co jest z mocą Yatena }

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Rozdział VII at Venus Over My Shoulder.

meta